Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski
593
BLOG

Trybunał stanu klęski

Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski Polityka Obserwuj notkę 15

Wszystko idzie nie tak.

Czego nie dotkną, to sie sypie.

Finanse? Leżą.

Inwestycie? Sypią się.

Terminy? Naglą.

Ludzie? Coraz bardziej wściekli. Zwłaszcza niedawny żelazny elektorat któremu w oczy zajrzała śmierć RedTube i torrentów. Tak tak, ci sami którzy kiedyś, dawno temu obrazili się na pewnego polityka, który był łaskaw oświadczyć że internauci to tylko piwo i pornole.

O co się obrazili?

Wychodzi na to, że o piwo.

Polityka miłości też się nie sprawdziła, bo ile razy szary obywatel może znosić dyżur w szafie? Nawet pomimo tego, iż telewizornia klaruje ludziom aby się nie martwili, bo wzrost gospodarczy mamy najwyższy z całej UE a podatkami nie nalezy się przejmować, bo im wyższe tym więcej miejsc pracy? To mi nawiasem mówiąc wygląda na materiał na Nobla z dziedziny ekonomii - wynaleziono mianowicie sposób na uczynienie profitu z ograniczenia profitów. Adam Smith pewnie pali się w grobie ze wstydu.

Ale to wszystko mało. Ludziom trzeba coś dać, wzbudzić emocje, wskrzesić psychozę która drzewiej wyniosła do władzy naszą ekipę. Wtedy zadziałało - powtórzmy ten manewr. Za ciężkie zbrodnie IV RP postawmy Ziobrę i Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu - niech odpowiedzą za czyny swoje i swoich siepaczy.

I bardzo dobrze, niech stawiają :). Bardzo chętnie obejrzę ten spektakl. Piwo się kupi, chrupki i fistaszki są. Na to jeszcze fundusze mam. To może być ciekawe - po czteroletnim z górą czasie najrozmaitszych śledztw seryjnie wszczynanych i takoż umarzanych fajnie będzie zobaczyć jak skończy się ten proces. I czy w ogóle się zacznie?

Mówiąc szczerze wolałbym, aby się nie zaczynał, żeby okazał się tylko medialną wrzutką przykrywającą marny stan euroregionu polskiego i nieudolność (w najlepszym razie) osób nim administrujących. Nie z obawy o jego finał, bo ten jest do przewidzenia dla średnio rozgarniętego szympansa, chodzi mi o Ziobrę i jego ugrupowanie. Obawiam się, że gdyby proces doszedł do skutku ziobryści mogliby się na nim za bardzo wypromować. A podziały w środowisku niepodległościowym to ostatnia rzecz jakiej bym sobie życzył.

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły! Albowiem w kraju tym zaczarowanym gdzie – jak w złej bajce – ludźmi rządzą osły jakież tu mogą być właściwie zmiany? Tu tylko szpiclom coraz większe uszy rosną, milicji – coraz dłuższe pałki, i coraz bardziej pustka rośnie w duszy, i coraz bardziej mózg się robi miałki. Tu tylko może prosperować gnida, cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel... Janusz Szpotański (ok. 1975) Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób. — Oscar Wilde Madness Of The Crowds - Helloween Sightless the one who relays on promise Blind he who follows the path of vows Deaf he who tolerates words of deception But they who fathom the truth bellow Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Guilty the one with his silent knowledge Exploiting innocence for himself Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game „...czasem mam ochotę powiedzieć prawdę, ale to zabrzmi dziwnie, w tej mojej funkcji mówienie prawdy nie jest cnotą, nie za to biorę pieniądze, i nie to powinienem tu robić” Donald Tusk, Przekrój nr 15/2005 Lemingi maszerują do urn Tam gdzie gęsty las, a w lesie kręta ścieżyna kończą się raptownie, zaczyna się ogromne urwisko. Stromy, idealnie pionowy brzeg opada ku skłębionemu morzu parskającemu bryzgami piany i bijącemu wściekle o skały. Nad tą przepaścią siedziały beztrosko dwa lemingi i wesoło majtały nóżkami. - No i widzisz? - mówi jeden - Wiele nas to kosztowało, balansowaliśmy na granicy instynktu i zdrowego rozsądku, walczyliśmy z nieznaną siłą, na naszych oczach tysiące pobratymców runęło w dół ale my nie! Nam się udało! Jesteśmy ostatnimi żyjącymi przedstawicielami gatunku. Jesteśmy debeściaki hi hi hi... Tymczasem nieopodal, uważnie przepatrując knieję, przedzierał się przez gąszcze strażnik leśny Edward - przyjaciel i niezastąpiony opiekun wszystkich leśnych stworzeń. Właśnie usłyszał dziwne popiskiwanie i głęboka bruzda troski przecięła jego ogorzałe czoło. "Pewnie jakieś zbłąkane maleństwa kręcą się tu samotne" - pomyśał - "Czas po raz kolejny udowodnić swą szlachetność - i pomóc w potrzebie!". - Hop hop! - zawołał. Lemingom nie trzeba było dwa razy powtarzać...

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka